Nawzajem sobie potrzebni

utworzono: 4 grudnia 2017 15:55 Źródło: Agencja Gospodarcza Energia Press

Bez firm dostarczających swoje usługi kopalniom górnictwo w Polsce nie ma prawa bytu.

Pobierz:
tekst
zdjęcie

Blisko połowa firm okołogórniczych nie przetrwała ostatniego kryzysu w branży. Na rynku utrzymały się jedynie te największe, produkujące ciężki sprzęt, świadczące usługi kompleksowe, często także dla innych górnictw, nie tylko węglowego. Przed nimi kolejny trudny rok. Braki kadrowe i wydłużone terminy płatności to największe wyzwania, z którymi będą musiały się zmierzyć.

Zysk netto górnictwa po 9 miesiącach br. wyniósł 1,66 mld zł. To sprzyja inwestycjom. Polska Grupa Górnicza wyliczyła, że do końca 2017 r. wyda na nie 890 mln zł. Chodzi m.in. o prace służące udostępnieniu nowych pokładów węgla, podniesieniu jakości surowca oraz efektywności wydobycia. Dla porównania w ub.r. na te cele wydano 413 mln zł. W nowe wyrobiska inwestuje Jastrzębska Spółka Węglowa. Tylko w I kwartale br. wydała na nie ponad 228 mln zł wobec 184 mln zł zainwestowanych w analogicznym okresie ub.r. W trzech kopalniach spółki Tauron Wydobycie prowadzone są inwestycje o łącznej wartości prawie 1,5 mld zł. Z kolei plan inwestycyjny Bogdanki na lata 2016-2025 zakłada wydatki na poziomie 4 mld zł.

- Biorąc pod uwagę skalę zapaści w inwestycjach w górnictwo w Polsce, ale też poprawę kondycji finansowej sektora w br., można dojść do wniosku, że branża okołogórnicza stoi u progu ożywienia. Trudno uciec od opinii, że sektor górnictwa dochodzi do momentu, w którym cięcia wydatków inwestycyjnych zaczną wywierać czytelny wpływ na opłacalność oraz ciągłość produkcji – uważa Bartosz Kulesza, analityk giełdowy z Centralnego Domu Maklerskiego Banku Pekao.

Giełdową hossę przeżywał w czerwcu Famur, czołowy producent maszyn górniczych na rynek polski i zagraniczny. Notowania spółki jeszcze nigdy w historii nie były tak wysokie.

 
Brak rąk do pracy

Jednak głównym problemem, który doskwiera obecnie górnictwu, nie są wbrew pozorom problemy sprzętowe. Daje bowiem o sobie znać permanentny brak rąk do pracy. Rada Krajowa Związku Zawodowego Górników w Polsce alarmuje, że wkrótce może zabraknąć wykwalifikowanych pracowników kopalń.

„Luka pokoleniowa, brak ciągłości kształcenia w zawodach górniczych i odejście do Spółki Restrukturyzacji Kopalń tysięcy pracowników prowadzi do kurczenia się górniczego rynku pracy. Wkrótce może się okazać, że nie będzie miał kto wykonywać robót specjalistycznych - napisano w liście ZZG.

Jastrzębska Spółka Węglowa oficjalnie zakomunikowała, że ma problemy ze znalezieniem wykonawców zewnętrznych dla planowanych inwestycji.

- Prawda jest taka, że bez firm dostarczających swoje usługi kopalniom górnictwo w Polsce nie ma prawa bytu. To ich pracownicy wykonują ponad 30 proc. wszystkich prac specjalistycznych, związanych głównie z przygotowaniem nowych frontów robót. Firmy dysponują często własnym sprzętem, m.in. w postaci wiertnic i ładowarek, a przede wszystkim wysoko wykwalifikowaną załogą – mówi Zbigniew Bułka, wiceprezes Konsorcjum Przedsiębiorstw Robót Górniczych w Mysłowicach.

Według danych Agencji Rozwoju Przemysłu, w ciągu minionych trzech lat z rynku liczącego prawie 26 tys. pracowników zatrudnionych w firmach okołogórniczych odeszła więcej niż połowa. Część znalazła zatrudnienie bezpośrednio w kopalniach, łatając sztucznie ową lukę pokoleniową.

Mysłowicka spółka przetrwała – zdaniem jej kierownictwa – m.in. dlatego, że zdywersyfikowała swoją działalność. Świadczyła usługi także dla KGHM, a nawet dla górnictwa solnego, a później dla przemysłu rolno-spożywczego. Część specjalistycznego sprzętu trzeba było jednak zastawić w bankach, a nawet odsprzedać. Zrestrukturyzowano także koszty zatrudnienia. Za zgodą trzech działających w KPRGiBSz organizacji związkowych zawieszono wypłaty nagrody barbórkowej i zrezygnowano z niektórych świadczeń socjalnych.

- To wskutek wydłużonych terminów płatności nawet do 150 dni. Na kredyty bankowe, z obcych banków, nie zawsze mogliśmy liczyć, więc z czegoś należało spłacać swoje zobowiązania wobec ZUS, urzędu skarbowego oraz kontrahentów, a także wypłacać w terminie pensje – tłumaczy dalej Bułka.

Po zdecydowanie chudszych latach Konsorcjum przystąpiło do realizacji wielu kluczowych inwestycji w JSW, PGG, Tauronie Wydobycie i SRK. W Tauronie Wydobycie – w zakładzie górniczym Brzeszcze – wspólnie z Famurem spółka wykonuje górnicze roboty udostępniające. Ponadto prowadzi roboty kombajnowe w ZG Janina.

- Nasi górnicy pracują także w należących do JSW kopalniach Knurów–Szczygłowice, w Boryni i Zofiówce przy pogłębianiu szybu oraz w kopalniach PGG - Rydułtowach i Chwałowicach. Ostatnio pozyskaliśmy zlecenie z Taurona Polska Energia na ocenę dokumentacji największej realizowanej obecnie inwestycji w polskim górnictwie: budowy szybu Grzegorz. Oferta okazała się lepsza nawet od należącego do KGHM Przedsiębiorstwa Budowy Kopalń z Lubina – podkreśla dalej Bułka.

Przedsiębiorstwo Produkcyjno-Górnicze ROW-JAS zatrudnia obecnie 300 pracowników i prowadzi kilka ważnych inwestycji dla Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Jacek Franiel, prezes zarządu spółki, przyznaje, że w kopalniach ruszyły inwestycje. Potencjalnych wykonawców jest jednak na rynku coraz mniej.

- Przed laty stawało do przetargu sześć lub siedem firm. Teraz, jeśli staną trzy, to jest dużo – wyjaśnia.

Firma jest gotowa przyjąć do pracy od zaraz ok. 30 ludzi. Skąd ich wziąć? To jest już problem.


Gorzej z płatnościami

Tymczasem zadań przybywa. Przedsiębiorstwo wygrało przetarg na pogłębianie szybu IV, wentylacyjnego, w kopalni Pniówek. W Budryku z kolei jego pracownicy głębią szyb VI. Trwa właśnie rozcinka poziomu 1290.

- Prowadzimy jazdę ludzi pracujących przy robotach przygotowawczych poziomu, bo kopalnia nie dysponuje żadnym wyciągiem. Wykonywane są też roboty związane z infrastrukturą, czyli budową rurociągów odmetanowania i klimatyzacyjnych, gazów inertnych – tłumaczy.

Kolejne roboty wykonywane są dla kopalni Jankowice i przekazanego do Spółki Restrukturyzacji Kopalń zakładu Boże Dary. ROW JAS prowadzi ponadto inwestycje w zakładzie Piast w Bieruniu, gdzie remontowane są zbiorniki węgla, a na Bolesławie Śmiałym realizuje przezbrajanie szybu. Zdaniem prezesa Franiela dla wąskiej grupy wyspecjalizowanych przedsiębiorstw usług górniczych zleceń w najbliższych latach nie zabraknie. Gorzej z płatnościami za wykonane usługi. W 2018 r. w polskim prawie finansowym ma się bowiem pojawić tzw. podzielona płatność VAT. Polegać ma na tym, że płatność nabywcy za kupiony towar lub usługę, która odpowiada wartości sprzedaży netto z faktury, będzie płacona na standardowy rachunek bankowy dostawcy. Pozostała zaś kwota zobowiązania, odpowiadająca kwocie podatku od towarów i usług, przekazana zostanie na specjalne konto dostawcy, tzw. rachunek VAT. Dostawca usług będzie mógł swobodnie korzystać z kwoty netto, ale dysponowanie środkami na rachunku VAT będzie ograniczone jedynie do dokonywania przelewu na inne konto VAT lub opłacania należności podatkowych wobec urzędu skarbowego.

- Obawiamy się tego. Mówię otwarcie. Przy wydłużonych terminach płatności od 120 do 150 dni termin kredytowania VAT-u jest znaczący. Nigdy nie jest tak, że VAT-u należnego jest tyle, co VAT-u od sprzedaży, ponieważ kupuje się materiały i odlicza ten podatek. Zatem wartość zablokowanego VAT-u będzie wyższa od należnego państwu. I to może być spore zagrożenie dla spółek okołogórniczych – ocenia Franiel.

W zdecydowanie korzystniejszej sytuacji jest Spółka Usług Górniczych, działająca w strukturach Taurona Wydobycie. Stanowi swoiste zaplecze kadrowe dla trzech kopalń spółki: Janiny, Sobieskiego i Brzeszcz.

- Wykonujemy głównie usługi specjalistyczne, prace zbrojeniowe, likwidację ścian, drążenie, kotwienie, czyszczenie chodników, roboty szybowe – wylicza Janusz Adamowicz, prezes zarządu.

W zakres kompetencji SUG wchodzi również działalność szkoleniowa, prowadzona także dla innych spółek grupy kapitałowej Taurona, a nawet firm spoza niej. Naturalnie podstawą działalności spółki córki Taurona Wydobycie jest górnictwo. Prezes Adamowicz przyznaje, że braki kadrowe od pewnego czasu dają o sobie znać, ale mimo to firmie udało się przystąpić do realizacji nowych zadań w kopalni Silesia w Czechowicach-Dziedzicach, a nawet na Słowacji, gdzie w jednym z zakładów górniczych spółki Hornonitrianske bane Prievidza znalazło zatrudnienie 40 pracowników. SUG współpracuje również z Akademią Górniczo-Hutniczą i Politechniką Śląską, organizując praktyki dla studentów. Paraliż wynikający z wydłużonych płatności w grę nie wchodzi. Główny zleceniodawca płaci w terminie.

- To pobożne życzenie, aby taka sytuacja panowała na całym rynku usług górniczych. Niedawno dyskutowaliśmy na ten temat z wiceministrem energii Grzegorzem Tobiszowskim, a wcześniej także z posłem Grzegorzem Janikiem i prezesem JSW Danielem Ozonem. Minister szybko zajął się sprawą. Już dwa tygodnie później JSW podpisała porozumienie z Bankiem Ochrony Środowiska, który w formie faktoringu umożliwi szybszą spłatę zobowiązań JSW firmom okołogórniczym. To pierwszy dobry znak dla naszego środowiska od kilku lat. Mam nadzieję, że dalej tą drogą pójdzie PGG. Rozumiemy skomplikowaną i trudną sytuację spółek górniczych, ale chcemy też, by ich zarządy zrozumiały, że nam też nie jest łatwo, a z długoletniego doświadczenia wiem, że jesteśmy sobie nawzajem potrzebni – podsumowuje Zbigniew Bułka, wiceprezes Konsorcjum Przedsiębiorstw Robót Górniczych i Budowy Szybów.